Nieskończoność w jednej dłoni Matthieu Ricard, Trinh Xuan Thuan

Nieskończoność w jednej dłoni  Matthieu Ricard, Trinh Xuan Thuan

Produkt: Nieskończoność w jednej dłoni Matthieu Ricard, Trinh Xuan Thuan
Data dodania: piątek, 18 listopad 2005
Recenzje: Napisz recenzję

Cena: 40,95zł





Opis:
Wprowadzenie
Matthieu Ricard
W jaki sposób żyć? Jak funkcjonować w społeczeństwie? Gdzie znajdują się granice mojego poznania? Niewątpliwie te trzy pytania wyznaczają nasze główne egzystencjalne cele. Ideałem byłoby urzeczywistnienie takiego stanu, w którym każda chwila byłaby przeżywana w pełni, inspirowałaby nas i gdybyśmy w momencie śmierci nie odczuwali żadnego żalu. Wspólne życie z innymi ludźmi w społeczeństwie opierałoby się na zmyśle uniwersalnej odpowiedzialności, a zdobyta wiedza całkowicie odkryłaby przed nami naturę otaczającego nas świata oraz naszego umysłu.
Owe trzy pytania postawione na początku przyczyniły się do narodzin nauki, filozofii, polityki, sztuki, działalności społecznej i duchowości. Sztuczne rozdzielanie tych aktywności może doprowadzić jedynie do stopniowego zubożenia ludzkiej egzystencji. Kiedy mądrość nie jest poparta altruizmem, nauka i polityka stają się jak obosieczny miecz, etyka – ślepa, sztuka – jałowa, emocje – nieokiełznane, a duchowość – iluzoryczna. Bez wiedzy mądrość marnieje; bez etyki wszystkie działania mogą stać się źródłem niebezpieczeństw, a bez przemiany duchowej są one pozbawione sensu.
Od XVII wieku do dzisiaj dla większości ludzi, pojęcie nauki stawało się stopniowo synonimem wiedzy; jednocześnie łatwo zauważalny proces gromadzenia wciąż nowych informacji nie ulega spowolnieniu. W społecznościach laickich i demokratycznych życie religijne uległo osłabieniu, natomiast w społeczeństwach kierowanych przez religię państwową dochodzi często do jego radykalizacji. To, co powinno normalnie stanowić esencję religii – miłość i współczucie – zostało, jak pokazuje historia, w tragiczny sposób zdeformowane.
Wielkie tradycje duchowe, zarówno te oparte na dogmatach jak i na doświadczeniu, oprócz koncepcji metafizycznych oferowały – czasem na zasadzie dobrowolności, czasem jako obowiązujący system nakazów – także reguły etyczne, które wyznaczały pewne punkty odniesienia dla ludzkich zachowań. Współcześnie punkty te coraz bardziej zacierają się – większość ludzi, nawet tych, którzy formalnie należą do jakiejś religii, nie stosuje się, ani w sferze myśli, ani działań, do zaleceń religijnych. Chętniej ufają „światłu” nauki oraz skuteczności technologicznej, która – jak wierzą – pozwoli w przyszłości rozwiązać wszystkie problemy.
Niektórzy uważają jednak za bezzasadną opinię, według której to dzięki naukom przyrodniczym będziemy w stanie wszystko poznać, opisać i wyjaśnić. Nauka jest ograniczona już u swych podstaw domeną badań, którą sama sobie wyznaczyła. Natomiast odnośnie technologii, to przyniosła ona nie tylko wiele dobra, ale doprowadziła do równie wielkich spustoszeń. Sama nauka nie ma nic do powiedzenia człowiekowi na temat sposobu prowadzenia życia.
Nauka jest tylko narzędziem, ani dobrym ani złym. Wychwalanie czy demonizowanie jej nie ma większego sensu niż pochwała lub krytyka siły fizycznej. Siła ramienia może równie dobrze zniszczyć, jak uratować życie. Naukowcy nie są ani lepsi ani gorsi od większości ludzi i, jak wszyscy, stykają się z problemami etycznymi, które są wynikiem ich własnych odkryć.
Sama nauka nie prowadzi do mądrości. Wielokrotnie pokazała, że może działać w świecie, ale nie jest w stanie nad nim całkowicie zapanować. Wymyka się również nam samym: pewne jej zastosowania nabrały nieprzewidywalnego rozpędu i zaczęły żyć własnym życiem. Dochodzimy więc do wniosku, że jedynie dzięki wyznawaniu głębokich etycznych wartości możemy we właściwy sposób korzystać z możliwości tego świata. Wartości te mogą zostać określone tylko dzięki „nauce o umyśle”. Duchowość nie jest więc tylko luksusem, jest koniecznością. Jeżeli przez kolejne stulecia będziemy koncentrować się wyłącznie na samym prowadzeniu badań naukowych, dokonywaniu kolejnych odkryć i wymyślaniu nowych technologii, to w niczym nie przyczynimy się nawet do minimalnej poprawy jakości życia. Duchowość powinna wiązać się z jasnym naukowym spojrzeniem, ale nauka nie nosi w sobie zalążków duchowości.
W naszych czasach można zauważyć renesans zainteresowania tymi formami duchowości, które kładą nacisk na pragmatyczne aspekty doświadczenia kontemplacyjnego [*Na Zachodzie zwykło się określać buddyjską praktykę mianem medytacji. Jednak etymologicznie słowo to pochodzi z łacińskiego meditatio i oznacza rozmyślanie, zagłębianie się w myślach, czyli coś zupełnie innego niż to, czym faktycznie jest buddyjska praktyka medytacyjna, która odnosi się raczej do intuicyjnego, bezpośredniego postrzegania niż konceptualnej analizy. Właściwsze byłoby tu użycie słowa kontemplacja (łac. contemplatio = przypatrywanie się), z tego powodu, wbrew powszechnie przyjętej nomenklaturze zachowałam terminologię użytą we francuskim oryginale – przyp. tłum.], wolnego od ciężaru dogmatyzmu. Popularność, jaką cieszy się na Zachodzie buddyzm, wznieciła zainteresowanie mediów i doprowadziła do socjologicznych badań, poprzez które próbuje się analizować przyczyny tego zachwytu oraz jego możliwe następstwa. Możemy wskazać tutaj na dwa dzieła Frédérica Lenoira, La Rencontre du bouddhisme et de l’Occident oraz Le Bouddhisme en France1, jak również rozmowy, które prowadził ze mną mój ojciec, filozof Jean-François Revel2.
Warto także wspomnieć o dialogu pomiędzy nauką a buddyzmem trwającym przez ostatnie dwadzieścia lat dzięki Dalajlamie i innym myślicielom buddyjskim. Począwszy od 1987 roku, za sprawą Adama Engle’a i Francisca Vareli, regularnie organizowane są spotkania Dalajlamy z naukowymi autorytetami reprezentującymi neurologię, biologię, psychiatrię, fizykę i zachodnią filozofię3. Z tego cyklu spotkań, które odbywają się pod nazwą Mind and Life (Umysł i Życie), narodziły się liczne dzieła, jak na przykład: Passerelles, Quand l’esprit dialogue avec le Corps, oraz Dormir, rêver, mourir4. Pojawiły się również bardziej wyczerpujące opracowania, na przykład Science et bouddhisme Alana Wallace’a5. Należy podkreślić, że ta wymiana światopoglądowa nie ma na celu wzajemnego schlebiania sobie oraz pogodzenia obu punktów widzenia, które w końcu są od siebie dość odległe. Nie jest ona również trybuną potwierdzenia metafizycznego nieprzejednania, lecz stanowi kolejny krok w procesie zdobywania wiedzy, poznawania natury zjawisk i świadomości. Taką atmosferą cechują się również rozmowy prowadzone na łamach tej książki.
Zasadnicza różnica między nauką a buddyzmem tkwi w celach, do których dążą. W buddyzmie zdobywanie wiedzy podyktowane jest przede wszystkim celem „terapeutycznym”. Chodzi tutaj o wyzwolenie się z cierpienia, którego przyczyną jest szczególna forma niewiedzy: błędna koncepcja na temat otaczającej nas rzeczywistości oraz utożsamianie się z „ja”, które uważamy za centrum istnienia.
Buddyzm jest jednak gotowy zrewidować swoje idee, jeśli udowodni się mu, że nie ma racji. Nie wynika to z tego, że wątpi w głęboką prawdę swych odkryć. Nie oczekuje też nagłego anulowania rezultatów osiągniętych w trakcie 2500 lat nauki kontemplacyjnej. Postawa taka oznacza po prostu brak dogmatyzmu w naukach Buddy, które przypominają raczej przewodnik turystyczny, ułatwiający poruszanie się po szlakach wycieczkowych. Ta nauka jest całkowicie oparta na doświadczeniu, a nie na objawieniu. Jak mówi Dalajlama: „gromadzenie danych o odkryciach naukowych nie jest oznaką pełnej wątpliwości i sceptycyzmu postawy, wynika po prostu z chęci dysponowania aktualnymi informacjami”6. W swym poszukiwaniu wiedzy buddyzm nie unika konfrontacji z odmiennymi poglądami, lecz rozwija się dzięki nim. Liczne debaty metafizyczne z filozofami hinduizmu, w których buddyzm uczestniczył w ciągu wielu stuleci oraz dialog, jaki utrzymuje z nauką i innymi religiami, pozwoliły mu oczyścić, sprecyzować i rozszerzyć jego własne poglądy filozoficzne, logikę oraz sposób pojmowania świata.
Otwartej postawy buddyzmu nie należy mylić z tanim oportunizmem. Całość jego dorobku filozoficznego jest imponująca, traktaty na temat życia kontemplacyjnego inspirują i poruszają swoją głębią, a sama buddyjska praktyka duchowa wymaga wielkiej wytrwałości. „Nie myśl o szybkiej realizacji, lecz medytuj do ostatniego tchu” – mówił Milarepa, wielki tybetański jogin-pustelnik.
Wewnętrzna przemiana, która ma prowadzić do Oświecenia, jest innego rodzaju procesem niż filozoficzne poszukiwania, czy przyrodnicze badania naukowe. Buddyzm jest w swej esencji nauką o Oświeceniu i patrząc z tego punktu widzenia, kwestia, czy Ziemia jest kulista czy płaska, nie ma żadnego znaczenia.
Prowadzone na łamach tej książki rozmowy nie mają na celu nadawać nauce mistycznych rysów, ani podpierać buddyzmu naukowymi odkryciami. Nie chodzi o sporządzanie listy mniejszych lub większych podobieństw pomiędzy buddyjską tradycją kontemplacyjną a naukowymi teoriami, które nieuchronnie podlegają zmianom, ale o określenie miejsca nauki w szerszej koncepcji życia. Chodzi również o pokazanie, że buddyzm jest zdolny zlikwidować rozbieżności pomiędzy realizmem (zwykły punkt widzenia, według którego zjawiska egzystują w sposób równie realny i solidny, na jaki wyglądają) a odkryciami nowoczesnej nauki, które podważają to uporczywe przywiązanie do immanentnej natury rzeczy. Dzięki temu można też wyznaczyć ramy myślenia i działania odpowiednie do naszych czasów. Werner Heisenberg, jeden z ojców fizyki kwantowej, napisał: „Uważam, że ambicja przekraczania przeciwieństw, która zawiera syntezę zarówno racjonalnego zrozumienia jak i mistycznego doświadczenia jedności, to mythos, jest ona wyrażonym lub nie celem badań naszej epoki.7”
Książka ta przedstawia również fragmenty dwóch biografii: astrofizyka, który urodził się w buddyjskim kraju i który pragnie skonfrontować swą wiedzę naukową z tradycyjnymi źródłami filozoficznymi, oraz zachodniego naukowca, który został mnichem buddyjskim i którego osobiste doświadczenie doprowadziło do porównania tych dwóch obrazów rzeczywistości.
Trinh Xuan Thuan znajduje się pod wpływem trzech kultur: wietnamskiej, francuskiej i amerykańskiej. Urodzony w Hanoi w 1948 roku, w trakcie wojny kolonialnej, sześć lat przed porażką armii francuskiej pod Dien Bien Phu, zdobywał wykształcenie w szkołach i liceach francuskich w Sajgonie. Głęboko naznaczony przez europejską kulturę, zdecydował się w 1966 roku wyjechać do Francji, by tam studiować fizykę. Wydawało mu się, że ta dziedzina nauki może mu dać, przynajmniej częściowo, odpowiedzi na pytania o naturę świata, które sobie zadawał. Jego plany zostały jednak zniweczone. W konsekwencji słynnej przemowy wygłoszonej tego samego roku w Phnom Penh przez generała de Gaulle’a, w której zażądał natychmiastowego wycofania oddziałów amerykańskich z Azji Południowo-Wschodniej, zerwane zostały kontakty wietnamskiego rządu z Francją.
Wietnamczycy stracili możliwość wyjazdu na studia do Francji. Po rocznym pobycie na politechnice w Lozannie w Szwajcarii, Thuan udał się do Stanów Zjednoczonych, kierując swe kroki do Mekki astrofizyków, jaką był wówczas Caltech (California Institut of Technology). Caltech dysponował na Mount Palomar teleskopem o pięciometrowej średnicy, był to największy wówczas teleskop na świecie. W 1967 roku kampus instytutu przenikał duch odkrywcy galaktyk, Edwina Hubble’a, który przedstawił także dowody na rozszerzanie się Wszechświata [*Słowo Wszechświat piszę dużą literą jako imię własne, gdy oznacza ono nasz Wszechświat; w pozostałych wypadkach piszę je małą literą, podobnie jak przyjęło się pisać „nasza Galaktyka” i „inne galaktyki” – przyp. tłum.]. Czas studiów Thuana przypadł więc na gorący okres w astrofizyce, był on świadkiem odkrywania wielu nowych zjawisk. Jak sam powiedział: „Dorastałem w tak burzliwych intelektualnie czasach, że myśl o zostaniu astrofizykiem wydawała mi się coraz bardziej pociągająca.” Odtąd nie przestawał obserwować Wszechświata i stał się jednym z największych specjalistów zajmujących się teoriami powstawania galaktyk. Jest autorem wielu bardzo cenionych dzieł popularnonaukowych8, obecnie wykłada na uniwersytecie w Wirginii.
Ja sam posiadam wykształcenie naukowe, wiele lat spędziłem na badaniach w Instytucie Pasteura, w dziale genetyki komórkowej profesora Françoisa Jacoba, laureata Nagrody Nobla z medycyny. Intelektualna atmosfera tego miejsca była bardzo stymulująca. W 1967 roku wyjechałem do Indii, żeby spotkać wielkich mistrzów tybetańskich. Zostałem uczniem jednego z nich, Kandziura Rinpocze. Przez wiele następnych lat, prowadząc nadal badania naukowe, zanurzałem się podczas każdych wakacji w niezwykłej atmosferze pustelni-klasztoru tego mędrca znajdującej się w Dardżylingu. W 1972 roku, po obronie pracy doktorskiej, zdecydowałem się zamieszkać w Himalajach. Najpierw żyłem w Indiach, potem w Bhutanie i Nepalu, gdzie spędziłem dwanaście lat z moim drugim mistrzem, Dilgo Czientse Rinpocze. Wiele razy towarzyszyłem mu w jego podróżach po Tybecie pomimo tragicznej sytuacji, która panuje tam w wyniku chińskiej okupacji. Obecnie przebywam w klasztorze w Szeczen, niedaleko Katmandu.
Pierwszy raz spotkałem Thuana w 1997 roku w Andorze podczas uniwersyteckiego lata. Odbywaliśmy wtedy długie, pasjonujące dyskusje, spotykając się pośród wspaniałej scenerii pirenejskich pejzaży. Z tej właśnie przyjacielskiej wymiany poglądów, które czasem prowadziły nas do konsensusu, a czasem pokazywały różnicę zdań, narodziła się ta książka.
492 strony

 


Nowości
Reklama










Tarocistka Iwona

Magia Tarota



























Reklama na naszej stronie

Correct Studio