Trafieni przez fortunę Burel Edmund Jan

Trafieni przez fortunę Burel Edmund Jan

Produkt: Trafieni przez fortunę Burel Edmund Jan
Data dodania: piątek, 06 październik 2006
Recenzje: Napisz recenzję

Cena: 21,00zł





Opis:

 Niekwestionowanym i najstarszym, bo liczącym sobie prawie 50 lat, królem polskiego hazardu, jest Duży Lotek. W połączeniu z coraz potężniejszymi wygranymi ulokował się on jeszcze mocniej na pozycji lidera wszelkich gier liczbowych w naszym kraju. Dzięki niemu kilkaset osób stało się milionerami, ludźmi z fortunami liczącymi się już w całym świecie.
Trafieni przez fortunę to opis kilku autentycznych, i z pewnością dlatego tak emocjonujących historii tych właśnie ludzi. Dzięki nim możesz dowiedzieć się jak wygrali oni swoje miliony, jak trafili w szóstki i jak potrafili wykorzystać tę oszołamiającą fortunę.
Teraz i Ty możesz dołączyć do grona tych szczęśliwców, czytając ich prawdziwe przeżycia.


Spis treści:
Trafieni przez Fortunę7
Gdzieś na Mazurach..., czyli milion dla mądrych..... 9
Trzy siódemki..., czyli wygrana z miłości..... 39
Pieniądz rodzi pieniądz..., czyli kradzione tuczy..... 73
Dwa miliony jaj..., czyli opowieść o czasach, kiedy zwykły milioner był dziadem..... 105
„Bombowy prezent”..., czyli ciemna strona radosnej bajki..... 133
„Nieszczęście w szczęściu”, czyli: 11, 16, 23, 30, 35, 41..... 159

Fragment:
Na cichą, zabudowaną przedwojennymi willami uliczkę Jerzy z Waldkiem przyjechali taksówką. Zatrzymali się kilka numerów dalej od interesującego ich adresu. Z rozbawieniem dostrzegli parkujący obok radiowóz.
- Nie uważasz, że pilnowanie przez gliniarzy zgoła nie socjalistycznego przybytku trąci kabaretem? - zauważył Jerzy.
- Pewnie któryś z ich wielkich wodzów jest w środku - domyślił się Waldek. - Albo jakaś szycha z gdańskiego Komitetu. Przygotuj swoje szare komórki. Wchodzimy.
Przygotowanie szarych komórek było absolutnie na miejscu. Przyjaciele nie zamierzali się bowiem bawić w hazard przy ruletce czy pokerze. Postanowili zmierzyć się z Black Jackiem.
Kilka słów wyjaśnienia dla tych, którzy Black Jacka kojarzą z gatunkiem whisky albo nie kojarzą w ogóle. Black Jack to kasynowa odmiana znanej zapewne wszystkim hazardowej gry karcianej w „oczko”. Gra się nie z partnerami, ale z krupierem, czyli przedstawicielem kasyna. Krupier ma do dyspozycji karty, zaś gracze obstawiają dowolną sumą pieniędzy pulę i starają się tak dobrać karty, aby mieć więcej punktów od krupiera. Najwyższą i zawsze wygrywającą sumą punktów jest 21. Tak jak w „oczko”. Zaś dobranie przez gracza lub krupiera asa i dziesiątki to właśnie „Black Jack”.
Do czego w klasycznie wręcz losowej grze mogą służyć szare komórki? Mogą. Od ich liczby i kondycji zależy bowiem niedostępne przeciętnym śmiertelnikom zapamiętywanie. Należy tylko, bagatela, zapamiętać po kolei wszystkie ukazujące się na stole karty, błyskawicznie zorientować się, jakie jeszcze zostały w specjalnym, obsługiwanym przez krupiera podajniku i stosownie do tego obstawiać mniejsze lub większe pule. W dużych, profesjonalnych kasynach krupier Black Jacka ma do dyspozycji od czterech do sześciu talii kart tasowanych razem przez specjalne urządzenie. W jednej talii znajdują się 52 karty. Zapamiętanie i sensowna analiza od razu czterech talii - 208 kart zdaniem kasynowych fachowców jest praktycznie niemożliwa dla nikogo. Inaczej jest jednak w niewielkich bądź amatorskich kasynach, gdzie używa się tylko dwóch talii kart. Taką właśnie ilością grano w Sopocie.
Dwaj nasi bohaterowie usadowili się przy stole „Czarnego Jacusia” i przez kilkanaście minut leniwie obstawiali małe stawki. Uważny obserwator jednak by dostrzegł, że od czasu do czasu któryś z nich obstawiał maksymalnie, najwyższą stawkę. I przeważnie wówczas wygrywał. Wejdźmy w tok rozumowania Jerzego:
Idzie już siódmy as. A w maszynce jeszcze 42 karty. Krupier będzie dawać dupy aż miło. Zostało aż 24 „dziesiątki”. Jak wyrzuci pierwszą blotkę, to będzie można bić na maksa. Prawie na sto procent będzie miał „furę”. O właśnie. Teraz. Krupier ma piątkę.
- Stawiam maksymalnie - w beznamiętnym głosie Jerzego nie było śladu podniecenia. Na stół padły żetony wartości dwustu dolarów.
Przed Jerzym leżał król. Krupier miał piątkę. Po chwili krupier dołożył do karty Jerzego czwórkę. Sobie dodał damę. Jerzy znowu maksymalnie przebił.
Nie dobierał już kart. Miał tylko czternaście punktów. Krupier jednak musiał pociągnąć. Zasady gry mówiły, że mając szesnaście lub mniej punktów krupier musi jeszcze dobrać kartę.
Po chwili po stronie krupiera ukazał się walet. Jak wszystkie figury miał on wartość dziesięciu punktów. Dama, walet i piątka to 25 punktów i „fura”. Przed Jerzym urosła spora garść żetonów.
Takich, prawie pewnych wejść, Jerzy miał tego wieczora cztery. Waldek dołożył swoje trzy „maksy”. W hotelu podzielili wygraną. Kasyno straciło ponad trzy tysiące dolarów.
- Jutro odpoczywamy, poderwiemy jakieś dupeńki i wydamy trochę forsy - zadysponował Waldek. - W sobotę skoczymy do Szczecina. Tam też grają dwiema taliami. Do dzisiejszej dziurki wrócimy za tydzień. Ostrożności nigdy za wiele.
Jerzy zgodził się. Kasyna nie lubiły przegrywać. Takich, jak oni „liczmanów” oduczano od gry szybko i skutecznie.
Wakacje miały się ku końcowi. Nasza dobrana para dorobiła się okrągłej sumki piętnastu tysięcy dolarów. W przeddzień wyjazdu postanowili po raz trzeci odwiedzić kasyno w Sopocie.
Pierwsze trzy godziny upłynęły spokojnie. Rozkłady kart nie były zbyt dobre i czytelne, toteż koledzy grali ostrożnie. Ale któreś z rzędu tasowanie zapowiadało się rewelacyjnie. W sześciokartowej końcówce zostały dwie blotki i cztery figury. Krupier dostał szóstkę. Gdy druga szóstka ukazała się przed Waldkiem było pewne, że krupier nie może wygrać. Nic dziwnego, że młodzieniec zagrał maksymalnie.
Bez podniecenia przyglądał się karcie krupiera, gdzie obok szóstki miały za chwilę wylądować dwie figury i kasyno ogłosi swoją kolejną porażkę. Tymczasem obok szóstki krupier wyciągnął z maszynki... ASA.
- Siedemnaście - beznamiętnie ogłosił krupier. - Bank wygrywa.
- Dziewięć asów - niemal krzyknął rozdygotany Waldek. Ułamek sekundy później uświadomił sobie swój błąd.
- Owszem - spokojnie oznajmił krupier. To może być również dziewiąty, albo nawet jedenasty as. W trzech taliach jest ich dwanaście. Nasz podajnik ma atest na trzy talie. Gratuluję jednak szanownemu panu spostrzegawczości.
Kasynowi ochroniarze czekali blisko hotelu. Mimo że Jerzy i Waldek spodziewali się napaści, nie mieli żadnych szans. Gaz obezwładniający, precyzyjne uderzenie, potem ciemność. Obudzili się w gdańskim szpitalu, prawie po dwóch dobach. Gorzej oberwał Waldek. Jego prawa dłoń wymagała aż czterech operacji. Mimo to pozostał lekki niedowład trzech palców. Jerzy przypominał jeden wielki siniak.
Ich pokój hotelowy był pusty. Znikły wszystkie wygrane dolary. W skrytce na klucze czekał krótki, napisany na maszynie list:
„Jedynym hazardem, który możecie szanowni panowie uprawiać bez najmniejszych przeszkód z naszej strony pozostał totolotek i gra w brydża na zapałki. Dowiemy się o każdej próbie przekroczenia naszego zakazu.”
Po roku spróbowali. Zagrali na mazurskiej wyspie w brydża, z wyjątkowo wysoko opłacanymi punktami. Zostali zatrzymani gdzieś koło Kętrzyna. Tym razem spłonął tylko mercedes Jerzego. Była też krótka ustna wiadomość: trzeciego ostrzeżenia nie będzie.
 
196 stron


 


Reklama










Tarocistka Iwona

Magia Tarota



























Reklama na naszej stronie

Correct Studio